Siedem tygodni temu leżałem po operacji kolana. Noga w opasce. Laptop na brzuchu. Zero planów poza tym, żeby się wygoić. Dziś wstaję. I nie rozpoznaję siebie z marca.

Mam 43 lata. Mieszkam w Poznaniu. Przez ostatnie 18 lat naprawiałem maszyny, robiłem audyty jakości i zarządzałem produkcją. Serwisant. Audytor ISO. Lider zespołu 10-15 osób w fabryce wózków inwalidzkich.

Solidna robota. Uczciwa. Ale nie moja.

Wiedziałem to od dawna. Tylko nie miałem kiedy się zatrzymać.

11 marca poszedłem na operację kolana. L4 do 20 kwietnia. Sześć tygodni przymusowej pauzy.

I wtedy się zaczęło.

Kim byłem przed

Serwisant techniczny w Studio Figura. Jeździłem po Polsce i naprawiałem urządzenia kosmetyczne. Wcześniej kontrola jakości w firmie produkującej implanty — ISO 9001, 13485, 14001. Jeszcze wcześniej lider produkcji w Sunrise Medical.

18 lat w B2B. Fabryki, hale, maszyny, dokumentacja.

AI? Automatyzacja? To był inny świat. Coś, o czym czytałem wieczorami, ale co nie miało nic wspólnego z moim poniedziałkiem o 7:00.

A potem nagle miałem mnóstwo czasu. I kolano, które nie pozwalało wyjść z domu.

Co się działo przez 7 tygodni

Nie miałem planu. Serio. Nie usiadłem pierwszego dnia i nie napisał "masterplanu transformacji". Zacząłem od jednej rzeczy. Potem od kolejnej. I tak po kolei.

Tydzień 1-2: Strona i pierwsze posty

Postawiłem stronę wenz-cyfrowyspokoj.pl. Sam. Czysty HTML, CSS, JavaScript. Żadna agencja, żaden kreator. Wrzuciłem na serwer OVH. Zacząłem pisać na LinkedInie. Pierwszy post — cisza. Drugi — cisza. Trzeci zaczął zbierać reakcje.

Tydzień 3-4: Narzędzia, które działają za mnie

Napisałem lead magnet "5 oznak cyfrowego chaosu" — PDF z checklistą i gotowym promptem do audytu AI. Podłączyłem MailerLite. Pięć maili autoresponder. Ktoś się zapisuje — system robi resztę. Zbudowałem CRM, który codziennie sprawdza kontakty i tworzy drafty w Gmailu. Sam. Bez Zapiera.

Tydzień 5-6: Rzeczy dla ludzi

Znajoma prowadzi jednoosobową firmę marketingową. Miała chaos w 6 narzędziach. Zbudowałem jej Command Center — jeden dashboard zamiast kalendarza, CRM-a, Excela, Gmaila, notatnika i listy zadań. Żona pracuje w Radio Poznań. Jej zespół handlowców liczył premie w Excelu. Zbudowałem im System Premii — aplikację webową z logowaniem i automatycznymi wyliczeniami.

Tydzień 7: Blog, seria, aplikacje

Uruchomiłem blog z 5 artykułami i auto-publishingiem — serwer publikuje posty sam, 24/7. Napisałem 7-częściową serię #OdSerwisantaDoAI na LinkedInie. Zrobiłem audyt UX strony michalkurek.pl. Wysłałem 21 aplikacji na stanowiska w AI i automatyzacji. Miałem 4 rozmowy rekrutacyjne.

Liczby. Suche. Prawdziwe.

1
strona www od zera
20+
postów na LinkedInie
7
częściowa seria #OdSerwisantaDoAI
5
artykułów na blogu
1
lead magnet + autoresponder
1
Command Center (zastąpił 6 narzędzi)
1
System Premii (web app)
1
CRM z auto follow-upem
1
audyt UX strony
21+
wysłanych aplikacji
4
rozmowy rekrutacyjne
0 zł
budżet na narzędzia

Co mnie najbardziej zaskoczyło

Nie technologia. Technicznie — wszystko da się ogarnąć. Są tutoriale. Jest AI, które tłumaczy kod jak nauczyciel po trzech kawach. To nie był problem.

Zaskoczyło mnie co innego.

Że nikt nie czekał na moje pozwolenie.

Przez 18 lat pracowałem w strukturach. Ktoś wyznaczał zadania. Ktoś akceptował budżet. Ktoś dawał zielone światło. Ja realizowałem.

Tu nie było nikogo. Chcesz postawić stronę? Stawiasz. Chcesz napisać post? Piszesz. Chcesz zbudować komuś dashboard? Budujesz.

Zero bramek. Zero akceptacji. Zero "poczekaj na kolejny kwartał".

"Największa zmiana nie była techniczna. Była w głowie. Przestałem czekać na zgodę i zacząłem po prostu robić."

— ja, do siebie, gdzieś w czwartym tygodniu

I druga rzecz. Ludzie odpowiadają, kiedy widzą, że robisz. Nie kiedy mówisz, że planujesz. Nie kiedy piszesz, że "wkrótce". Kiedy pokazujesz gotową rzecz. Wtedy zaczynają się rozmowy, propozycje, pomysły.

Czego się nauczyłem

Kilka rzeczy, które bym powiedział sobie z marca:

Nie musisz wiedzieć wszystkiego na start

Zacząłem nie wiedząc, czym jest HTML. Serio. Siedem tygodni później mam działającą stronę z blogiem i auto-publishingiem.

Rób dla ludzi, nie dla portfolio

Najlepsze rzeczy zbudowałem, bo ktoś miał konkretny problem. Dashboard dla znajomej. Premie dla zespołu żony. Reszta przyszła sama.

Publikuj niedoskonałe

Pierwszy post na LinkedInie był kiepski. Piąty lepszy. Dwudziesty — już wiedziałem, co działa. Gdybym czekał na perfekcję, nie opublikowałbym nic.

18 lat doświadczenia to nie strata

Audyty nauczyły mnie patrzeć na procesy. Produkcja nauczyła zarządzania. Serwis nauczył rozmawiać z ludźmi. To wszystko zostaje. Zmienia się tylko narzędzie.

Co dalej

W maju otwieram firmę. Jednoosobowa działalność gospodarcza. Cyfrowy Spokój.

Pomagam małym firmom ogarnąć cyfrowy chaos. Automatyzacja. Proste narzędzia AI. Dashboardy zamiast dziesięciu okien. Strony, które naprawdę działają.

Nie jestem programistą. Nie jestem guru od AI. Jestem facetem, który 18 lat naprawiał maszyny, a potem odkrył, że można naprawiać procesy.

I że to jest dużo ciekawsze.

Maj 2026
start firmy Cyfrowy Spokój — automatyzacja i AI dla małych firm

Do Ciebie

Jeśli to czytasz i myślisz "ja bym nie dał rady" — też tak myślałem. Leżąc z kolanem w opasce, z laptopem na brzuchu.

Nie trzeba rzucać pracy z dnia na dzień. Nie trzeba mieć budżetu. Nie trzeba mieć planu na 5 lat.

Trzeba zacząć od jednej rzeczy. Jednej. I zobaczyć, co się wydarzy.

Jaką jedną rzecz mógłbyś zrobić w tym tygodniu?

Napisz mi. Serio. LinkedIn albo mail.

P.S.

Żona patrzyła na to wszystko z lekkim niedowierzaniem. Facet, który przez 18 lat wracał z hal produkcyjnych, nagle siedzi do nocy i buduje strony. Ale kiedy jej zespół w radiu zaczął liczyć premie w mojej aplikacji zamiast w Excelu — przestała się pytać "po co to robisz" i zaczęła pytać "a mógłbyś jeszcze...".

Wróć do bloga